Tajlandia. Podstawy.

Koh Mak

Planując swój pierwszy wyjazd do Tajlandii gdzieś z tyłu głowy mieliśmy to mgliste przekonanie, że pewnie nie będzie to nasz ostatni raz a mimo to nasz plan i tak napakowany był atrakcjami jakby jutra miało nie być. Chciałam zobaczyć i spróbować absolutnie wszystkiego.

Wróciliśmy zachwyceni ale i wykończeni. Na jedną lokalizację ( a było ich naprawdę sporo) mieliśmy średnio 3 dni i naprawdę srogo nie doceniliśmy ceny i długości transportu. Widzieliśmy dużo, przeżyliśmy niesamowitą przygodę – ale obiecaliśmy sobie, że następnym razem zrobimy to lepiej.

Poranek w dżungli

Najważniejsze pytanie to kiedy?

I tutaj od razu zaczynamy z wysokiego C – ponieważ Tajlandia jest tak wielka, że nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. Najbezpieczniejszym terminem jest okres od grudnia do marca i tutaj w sumie wszędzie znajdziecie wspaniałą pogodę. Jest to jednak sezon wysoki, więc i ceny wszystkiego do niskich nie należą.

Pora deszczowa przypada tu zazwyczaj od czerwca do października z wyjątkami południa Zatoki Tajskiej i wysp Koh Samui, Koh Phangan i Koh Tao – tam najlepiej polecieć właśnie w okresie czerwiec – sierpień.

Czy pora deszczowa jest tak straszna, jak o niej piszą? Niekoniecznie. W tym roku spędziliśmy na północy Tajlandii trzy tygodnie na przełomie czerwca i lipca i padało 3 razy w przedziale 15min – 2 h. Deszcze były szybkie, konkretne i zazwyczaj w okolicy późnego popołudnia. Jeżeli nie macie super sprecyzowanych planów – to pora deszczowa może być naprawdę dobrą alternatywą dla zatłoczonej i często srogo zawyżonej cenowo pory suchej.

Dla porównania 2,5 tygodnia w Chiang Mai w czerwcu kosztowało nas (2 + 2) 2500 zł. 2 pokoje, 2 baseny, śniadania w cenie świetna lokalizacja. Za 6 dni w Chiang Mai w styczniu w takim samym standardzie zapłaciliśmy 3200 zł.

Chiang Mai

I płynnie przechodzimy dalej do: gdzie?

I tutaj nie będę oryginalna: Bangkok jest zawsze dobrym pomysłem i wspaniałą bazą wypadową. Czy zamarzą wam się wyspy, czy przepiękne Chiang Mai czy często pomijana przez turystów środkowa część Tajlandii – z Bangkoku dostaniecie się wszędzie.

Samo miasto ma naprawdę sporo do zaoferowania. Niesamowite świątynie, przepyszne restauracje, zielone parki, ogromne centra handlowe i niezliczona ilość restauracji – od tych naprawdę wykwintnych do tych codziennych, w których uwielbiamy się stołować. Nie sposób nie wspomnieć o night marketach i moim ukochanym China Town.

Uważam, że na pierwszy raz warto przeznaczyć na Bangkok co najmniej 2 pełne dni – aby móc gładko wejść w całkiem odmienny świat, w którym spędzicie następnych kilka tygodni.

Z Bangkokiem miałam bardzo złożoną relacje: od bardzo silnie nakierowanej niechęci po zachwyt i tęsknotę.

Na początku przytłaczało mnie wszystko: zapach, ruch uliczny, hałas. Z czasem nauczyłam się lubić Bangkok i doceniać to co ma do zaoferowania. Nauczyłam się też, że bardzo często atrakcje, które „trzeba odhaczyć” są wielkim rozczarowaniem a te, które spotykasz przypadkiem – zostają wam w pamięci na zawsze.

I tak na przykład: na pierwszy raz w Bangkoku ominęłabym Grand Palace a zamiast tego wybrała się do Wat Arun lub Wat Traimit – dużo mnie ludzi i piękniejsze widoki,

Zarezerwowałabym sobie również jeden dzień na kontrolowane zgubienie się w mieście, które zakończyłabym kolacją w China Town, pomijając okropnie turystyczną Khaosan Road.

Gdzieś na Koh Chang – gdzie często jeździliśmy bez celu, zatrzymując się po drodze tam, gdzie wypatrzyliśmy coś ładnego.

Co dalej?

I tutaj ogranicza was już tylko wasza wyobraźnia i głębokość portfela. W samym mieście znajdują się 2 lotniska z których dostaniecie się i na północ i na południe kraju. Loty zazwyczaj trwają ok. 1-2 h. Są relatywnie tanie i wygodne. Uważajcie jednak na rozmiar i wagę swojego bagażu – przy lotach wewnętrznych w Azji są one zdecydowanie mniejsze i zazwyczaj to 10-15 kg zamiast standardowych 25 kg. Z doświadczenia mogę również powiedzieć, że nie przywiązywałabym się również do przesadnej punktualności odlotów. Czasami odlecicie 10 minut przed czasem a czasami trzeba będzie poczekać 4 h. Wszystko zmienia się bardzo dynamicznie ( łącznie z bramkami odlotów) i po prostu musicie być czujni. Bardziej ostrożnie trzeba planować przesiadki.

Dla tych co lubią przeżyć coś innego polecam nocne pociągi. Korzystamy z nich bardzo często. Są tanie, czyste i można poznać naprawdę ciekawych ludzi. Ja osobiście uwielbiam jazdę pociągami i wysypiam się w nich jak dziecko. Dojedziecie nimi i do Chiang Mai ( cena to ok. 110 -120 zł , klimatyzacja, kuszetka, jesteście na miejscu ok. 7.00 rano) i do Trangu ( cena ok. 60-80zl, te same warunki) skąd dostaniecie się na każdą wyspę na morzu Adamańskim. Niezaprzeczalną zaletą tej formy podróżowania jest to, że przeważnie odjeżdżają o czasie, zaoszczędzacie jeden nocleg w hotelu i nie marnujecie dnia na logistykę, gdyż wszystko załatwiacie nocą. Idealna opcja dla tych co nie lubią wydawać dużo i szkoda im spędzać części dnia na czekaniu na lotnisku.

China town, Bangkok

Island hopping – jak zacząć?

I tutaj znowu enigmatycznie zamieszam i powiem : to zależy.

Od tego jaki macie czas i czy oprócz wysp planujecie zobaczyć jeszcze coś innego. Najważniejsze jest to, abyście nie upychali tu wszystkich pobliskich wysp i nie starali się zobaczyć wszystkiego – powtarzam się, ale naprawdę czasami warto jest zostać na jednej z wysp dłużej aby móc zwyczajnie ją poczuć.

Standardowo przy 3 pewnych tygodniach rozpisałabym plan następująco :

Bangkok 2 dni

Chiang Mai + Chiang Rai 5-7 dni ( Chiang Rai jest tu opcjonalne, ale nas urzekło )

Krabi 2 dni – warto zobaczyć bardziej turystyczną wersję Tajlandii + dobra baza na podróż na pozostałe wyspy.

Koh Lanta + Koh Libong 8 dni ( lub inne wyspy, sąsiadujące ze sobą, aby uniknąć długich transferów)

Bangkok 1 dzień – odlot.

W takim układzie macie wszystko: piekne miasta ( Bangkok, Chiang Mai), przygoda : dżungla, wodospady, sanktuaria słoni, rafting na bambusie ( Chiang Mai, Chiang Rai) , rajskie wyspy i trochę bardziej turystyczne Krabi ( też warto zobaczyć)

Przy 2 tygodniach odpuściłabym Chiang Mai na rzecz Krabi i np. Khao Sok i nocy na jeziorze Cheow Lan + 2 nocy w domkach bambusowych w dżungli i ruszyłabym na wybrane wyspy.

Jeżeli interesują was tylko wyspy to najprościej będzie z Bangkoku wybrać się na wyspy Zatoki Tajskiej : największe Koh Chang i bardziej kameralne Koh Kood i Koh Mak. Transfery zajmują ok 5-6 h i bezpośrednio z lotniska w Bangkoku ruszacie samochodem na prom. Bardzo wygodne połączenie.

Koh Libong

Jakie wyspy wybrać?

Jeżeli lubicie piękne ale turystyczne wyspy, pełne atrakcji, turystów i barów to sztampowo wybrałabym Phuket, Koh Samui i Krabi.

Ja unikam takich miejsc jak ognia więc ciężko mi cokolwiek więcej napisać. Sama wybieram spokojniejsze miejsca, takie jak:

Koh Lanta – najbardziej rodzinna ze wszystkich wysp na których byliśmy. Duża, z dobrze rozwiniętą infrastrukturą, ładne plaże, ładne trekkingi, wspaniała kuchnia i marakuja soda na każdym rogu.

Ko Lanta

Koh Libong- nasz absolutny faworyt. Spokojna wyspa zachodzącego słońca z niesamowitymi plażami. Wioska rybacka i całą masa ukrytych plaż. Niesamowite lokalne jedzenie, przepiękne trasy rowerowe, kajaki i sporo pomniejszych wysp do odwiedzenia. Naprawdę warto – ale dojazd jest dość długi.

Koh Libong

Koh Ngai – niewielka przepiękna wyspa, typowo do odpoczynku. Piękne długie plaże, idealne do snorkelingu i pływania. Jedyny minus to brak lokalnych restauracji więc ceny hotelowe, które są zwyczajnie wysokie. Całą wyspę można objeść w około godzinę.

Koh Ngai

Koh Chang – duża, górzysta wyspa ze wspaniałą infrastrukturą, lekko hippisowski vibe, rewelacyjne plaże, wodospady, lasy mangrowe. Dużo restauracji w każdym wariancie smakowym. Jedyne na co trzeba uważać to warunki na drogach – jeżeli planujecie wynająć skuter i jest to wasz pierwszy raz – odradzam mocno. Drogi są górzyste, kręte i łatwo o wypadek.

Koh Chang

Koh Kood – bliska sąsiadka Koh Chang. Spektakularne plaże. Rewelacyjne jedzenie i sporo miejsc do zwiedzania. Spędziliśmy tu tylko 3 dni i szczerze żałuję – na pewno wrócimy.

Koh kood

Koh Mak – najmniejsza z wysp Zatoki Tajlandzkiej z uroczym nocnym targiem i niesamowitymi naleśnikami kokosowymi. Niesamowicie urokliwe miejsce z pysznym jedzeniem i kultowym pomostem ( którego zdjęcie możecie zobaczyć na lotnisku w Bangkoku).

Koh Mak

Krabi – to co prawda nie wyspa ale to taki nasz przedskoczek wyspiarski, gdzie czujecie już ten klimat ale cały czas macie dostęp do stałego lądu. Krabi jest głośna i jest tam dużo ludzi, ale mają niesamowity nocny market – jeden z moich ulubionych, piękne plaże i całe listy wycieczek na pobliskie wyspy na które można się wybrać. Myślę że Krabi jest mniejsza i spokojniejsza od Phuket i to właśnie tutaj można liznąć tą imprezową część Tajlandii- warto.

Tiger Cave, Krabi

Mam nadzieję, że ten wpis trochę rozjaśnił wam to, na czym skupić się planując podróż do Tajlandii. Cały czas trzymam się rękoma i nogami tezy, że Tajlandia jest idealnym miejscem na pierwszą wyprawę do Azji. Jest bezpieczna, różnorodna daje komfort turystyczny a jednocześnie dalej jest to prawdziwa Azja. W następnych wpisach skupię się na konkretnych planach wraz z dokładną listą tego, co robić a czego nie robić w danym miejscu.

Tymczasem, życzę wam miłego wieczoru.

Eteuska.

O podróżach – czyli od czego najlepiej zacząć?

Ijen, Jawa

Solo, nie musi znaczyć budżetowo ( ale może)

Zacznijmy od tego, że nie ma jednej, świętej definicji podróżowania, wychodzę z założenia, że każdy podróżuje jak lubi, jak może i jak chce. Dla jednych będa to wakacje all inclusive, dla innych pole namiotowe i ognisko – i to i to ma swój urok – ważne, aby wybrać tak, żeby się z tym wyborem nie dusić.

Ja wyznaje definicję złotego środka, jestem po czterdziestce, mam 2 nastolatków i szczerze to wyrosłam już ze spania w hostelach, namiotach i liczenie każdej złotówki.

Z drugiej strony nie bawią mnie również zamknięte resorty i stołowanie się w hotelowych restauracjach. To też już mam za sobą. Im jestem starsza tym bardziej cenię sobie wolność i możliwość ułożenia wszystkiego po swojemu.

Podróżowanie “Śródka” – czyli jak zrobić wszystko po swojemu i jednocześnie nie zbankrutować

Ko Kood, Tajlandia

I tu dobijamy do sedna tego wpisu czyli – podróże tzn. “Środka” – organizujesz wszystko sama, niby jest adrenalina, czasami śpicie w guesthousach, ale chwilę później macie hotel z basenem i przez tydzień leżycie i łapiecie słońce. Trzymacie się budżetu, ale zachowując balans pomiędzy : 2 dni w Jakarcie możemy spać w hostelu bez basenu, ale 7 dni na wyspach to już z widokiem na morze.

I żeby była jasność – nie chodzi tutaj o liczenie każdej złotówki i ciśnięcie się w czwórkę na jednym łóżku, ale gdzie można oszczędzacie a gdzie trzeba bierzecie lepszą opcję – bez wchodzenia w większe ekstrema.

Chiang Mai, 2D1N w dżungli

Kolejność działania

1. Reaserch – czyli porównujemy to, co chcemy z tym co się może pójść nie tak. Brzmi śmiesznie, ale w sumie do tego się wszystko sprowadza.

Przeszukujecie instagram i zaświeciła wam się Tajlandia – i super, jedno z lepszych miejsc na zaczęcie podróżowania po Azji. Sprawdzacie co trzeba mieć, aby tam pojechać, czy potrzebna jest wiza, szczepienia, jakie obowiązują zasady, co można, a czego nie można wwozić. Sprawdzacie warunki ubezpieczenia, co w razie hospitalizacji, jaki jest przelicznik waluty i jak najlepiej płacić na miejscu. ( o Tajlandii będzie osobny wpis)

Na tym etapie robicie wstępną listę miejsc, które wam odpowiadają, jakie atrakcje interesują was na miejscu, na jakie ceny możecie liczyć i tak dalej. I bardzo ważne sprawdzacie warunki pogodowe. Pora deszczowa w Tajlandii nie wszędzie tak samo daje popalić, inaczej ma się sprawa w górach a inaczej w zatoce tajlandzkiej. W Indonezji z kolei pora sucha przypada na nasze europejskie wakacje a Wietnam jest tak długi, że każdy jego region ma ją w innym czasie. Na tym etapie warto jest więc poszukać i zdecydować czego oczekujemy od naszego wyjazdu i stworzyć sobie pierwszy ramowy plan podróży.

Santiago de Compostela, Hiszpania

2. Loty – czyli jak znaleźć dobry lot, nie przewalając połowy budżetu

Kolejnym krokiem w organizacji waszego wyjazdu jest ogarnięcie lotòw.

Złota zasada: loty i logistyka zawsze przed zakwaterowaniem. Szukacie w wyszukiwarkach takich jak : skyscanner, kiwi, google flights, Mytrip, ale kupujecie w miarę możliwości na stronach przewoźnika. Dlaczego?

Głównie dlatego, że jak się cokolwiek obsunie, odwoła, wydarzy – to zawsze lepiej jest załatwiać wszystko z przewoźnikiem. Bardzo często dużo prościej jest zrobić odprawę, jesteście w bezpośredniej komunikacji z linią lotniczą, macie wszystkie dane u siebie. Prościej, bezpieczniej i w szerszej perspektywie wygodniej.

Przed zakupem biletów – koniecznie sprawdźcie, czy wasz paszport jest ważny co najmniej 6 miesięcy do przodu ( od daty wyjazdu, a najlepiej więcej – nie warto ryzykować) – głupotka, która zrujnowała nie jeden wyjazd.

Mój sposób na tańsze bilety – nie trzymajcie się sztywno dat, sprawdźcie 2 dni do tyłu, 2 dni do przodu – czasami różnica jest bardzo konkretna. W miarę możliwości nie celujcie bezpośrednio w święta, ferie i wakacje – bardzo często te parę dni wcześniej robi lepszą cenę. Ja zazwyczaj szukam biletów lotniczych w datach, które mniej więcej pokrywają się np. z feriami – kilka dni przed , kilka dni po. Ceny są przyjemniejszy i łatwiej wyjaśnij nieobecność dzieci w szkole.

Warto także sprawdzić różne kombinacje dolotu na miejsce. Do Bangkoku można się dostać bezpośrednio, przez Londyn, Turcję, Helsinki i na kilka innych sposobów. I czasami można upolować naprawdę lepszą cenę. I znowu nie chodzi tu o lot z 4 przesiadkami, który będzie trwał 30 h ale np. z Helsinek dolecicie bezpośrednio do Bangkoku, który jest takim azjatyckim hubem przesiadkowym. My często zostajemy w Bangkoku na dzień, dwa a następnie ruszamy dalej. Bilety do Laosu, Wietnamu czy Indonezji wychodzą tutaj naprawdę tanio i w ogólnym rozrachunku oszczędzacie.

Bagaże – kontrowersyjnie, na 3 tygodniowy wyjazd nie potrzebujecie czterech, 25 kg walizek – nawet jak macie je w cenie lotu ( co nie jest standardem). Im więcej bagażu, tym dłużej się ze wszystkim schodzi, więcej ryzyk związanych z jego zgubieniem i więcej targania wszystkiego za sobą albo i na swoich plecach.

Jadąc na 2 miesiące objazdówki po Azji, wzięliśmy 4 plecaki podręczne i jeden rejestrowy, 23 kg. Starczyło w zupełności, w każdym hotelu, hostelu i praktycznie w każdej miejscowości możecie znaleźć miejsce gdzie upierzecie lub upiorą za was wasze rzeczy – za grosze. Bardzo często wybieramy miejsca, gdzie możemy to zrobić sami, więc cena spada do minimum.

Promocje i kupowanie wszystkiego z wyprzedzeniem to również dobry pomysł na lepsze ceny. Każda linia lotnicza ma swoje dni a nawet tygodnie, gdzie możecie upolować naprawdę świetne bilety – diabeł zawsze tkwi w szczegółach i tutaj zalecam sporą rozwagę – fajnie jest polecieć do Tajlandii w czerwcu ale np. na Phuket macie wtedy szczyt pory deszczowej a w Chiang Mai popada okazjonalnie kilka dni w miesiącu – więc tutaj znowu kłania się reaserch i wasz zdrowy rozsądek.


3. Logistyka – czyli ustawiacie gdzie chcecie pojechać i co zobaczyć i przede wszystkim jak się tam dostać.

Wybierając miasta, wyspy, atrakcje bardzo ważne jest sprawdzenie jakie macie opcje dostania się do danych miejsc, ile to będzie was kosztować i ile zajmie czasu.

O ile w Europie jest to w miarę przyjemny proces i całą logistykę można zaplanować szybko i bez większych problemów – Azja, to całkiem inny poziom abstrakcji i tutaj trzeba się uzbroić w cierpliwość.

Przede wszystkim odległości są ogromne – mówimy tu o długich godzinach, czasami dniach, niesamowitych korkach i czymś co nazywam: kontrolowanym chaosie. Rzeczy nie mają prawa się udać, transfery są często na przysłowiową “zapałkę”, bramki lotów zmieniają się jak w kalejdoskopie, skaczesz z jednego statku na drugi, a bagaże lądują na rufie i nie wiesz tak naprawdę czy przypłyną do portu razem z Tobą. Inna mentalność, inne zasady – ale w 98% wszystko się udaje i lądujesz tam, gdzie trzeba.

Co do środków transportu to tutaj macie całą gamę możliwości: nocne pociągi, promy, samoloty, prywatny transfer, VIP busy, speedboat’y- wszystko zależy od czasu, jakim dysponujecie, budżetu oraz komfortu, jakim chcecie podróżować

Uważam, że ustawienie porządnej logistyki naprawdę robi połowę wyjazdu.

I wiadomo, podróżowanie “na dziko” ma swój urok – ale zazwyczaj jest o wiele droższe, zabiera dużo więcej czasu i koniec końców zjada bardzo dużo waszych nerwów. Szczególnie jeżeli nie jesteście jeszcze bardzo otrzaskani z wyjazdami i chcecie się utrzymać w budżecie.

Najlepsze strony do ogarniania transferów:

12goAsia.com

Getyourguide.com

Romeo2rio.com

Nocny pociąg Bangkok – Chiang Mai

3. Zakwaterowanie – czyli mądre żonglowanie tym co chcemy, a tym co potrzebujemy.

I tutaj wracamy do logistyki, bo inny standard będzie nas interesował w dużym mieście a inny na rajskiej plaży.

Najważniejsze wydaje mi się odpowiednie wybranie miejsca. W dużym mieście, takim jak np. Bangkok – najbardziej istotna będzie lokalizacja – bliskość miejsc, które chcemy zwiedzić aby nie spędzić całego czasu na dojazdach. Dostęp do nocnych marketów, gdzie spróbujecie lokalnego jedzenia oraz do bardziej konwencjonalnych restauracji, które na początku mogą wydawać się wam bezpieczniejsze.

U nas sprawdza się zasada, że w miastach lokalizacja góruje nad standardem, więc zazwyczaj szukamy względnie dobrego miejsca, bez większych luksusów. Ma być czysto, w miarę możliwości z basenem i blisko do miejsc, które chcemy zobaczyć lub do komunikacji miejskiej.

Z kolei na wyspach lubimy trochę bardziej poszaleć i często bierzemy lepsze hotele. Zawsze wybieramy jednak taką wyspę, na której opròcz hoteli dla turystów znajdziemy również lokalne wioseczki. Dlaczego? Ponieważ jest ciekawiej, macie okazję zobaczyć jak naprawdę wyglada tam życie oraz możecie spróbować jedzenia w lokalnych miejscach- które w 90% przypadkach jest lepsze niż w restauracjach i wielokrotnie tańsze.

Koh Libong i najlepsza “restauracja” na wyspie.

4. Atrakcje, wycieczki i organizacja wolnego czasu – czyli jak planować, any nie przesadzić.

Jeżeli lecicie w szczycie sezonu, to warto pomyśleć o zarezerwowaniu niektórych atrakcji wcześniej – szczególnie tych najbardziej chodliwych. Np bilety na szlak Caminito del Rey w Hiszpanii trzeba było zarezerwować pół roku wcześniej, a domki w dżungli w Our Jungle House (Tajlandia) wyprzedawały się tak szybko, że musieliśmy naprawdę ekspresowo podejmować decyzję.

I o ile naprawdę warto ustalić sobie te miejsca, które musicie zobaczyć i zarezerwować je wcześniej – zdarzało nam się ustawiać cały plan podróży pod konkretną rzecz, którą chciałam zobaczyć- to uważam, że bardzo ważne jest zostawienie sobie przestrzeni na nudę. Tak po prostu – czasu na poszlajanie się po wyspie czy też mieście i odkryciu rzeczy, które dla lokalsow są codziennością a dla was będą małym cudem. Miejsc, o których nie przeczytacie w poradnikach a które pozwolą wam poczuć jego prawdziwy klimat. Doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że za pierwszym razem będziecię chcieli zobaczyć wszystko na raz, ale czasami naprawdę warto odpuścić sobie niektóre sztampowe atrakcje i dać sobie chwilę na spokojne eksploatowanie przestrzeni.

Chiang Mai night market przy starym mieście.

5. Odpowiednie nastawienie – czyli jak nie zepsuć sobie wyjazdu już na starcie

Czy to Azja, Europa czy Ameryka – za każdym razem traficie na coś innego. I naprawdę warto jechać z otwartą głową i nie nastawiać się na cokolwiek.

Fuck upy w podróży się zdarzają, nie zawsze wszystko przebiega tak, jak sobie ułożyliście to w głowie – czasami trzeba improwizować, innym razem cieszyć się z samej drogi.

Hotele i poziom obsługi będą rożne i warto mieć w głowie, że 4 gwiazdki w Europie to całkiem co innego niż 4 gwiazdki w Azji.

Dla przykładu jesteśmy teraz w pięknym hotelu z 2 basenami, sala do jogi w świetnej lokalizacji i nie ma ciepłej wody – na nasze pytania: czy będzie, obsługa spojrzała na nas z uśmiechem i powiesiła że na tej wyspie generalnie nie ma ciepłej wody 😉

Nie wszystko możecie kontrolować i czasami bardziej opłaca się odpuścić i cieszyć się z tego co jest, niż zapiekać się i psuć sobie i innym cały wyjazd. Przetestowane na swojej skórze;)

Rejs bambusowa tratwa, Chiang Mai wycieczka do dżungli.

Podsumowując

Organizowanie wyjazdów samemu jest pracochłonne, wymaga sporo zdrowego rozsądku i zajmuje dużo czasu ale na koniec otrzymujecie wyjazd skrojony idealnie pod siebie.

Macie czas na to aby zwiedzać i odpoczywać w swoim własnym tempie, chodzić tam, gdzie chcecie i jeść to na co macie ochotę- bez sztywno określonych ram czasowych na śniadanie. Obiad i kolację. To wy wybieracie atrakcje, które faktycznie was interesują i to wy decydujecie jak chcecie je przeżyć.

7 godzin do Yogyakarty

Jakarta – Yogyakarta

Cześć, siedzę właśnie w pociągu z Dżakarty do Yogyakarty, 7 h w bardzo komfortowych warunkach, klimatyzacja, gniazdka, wygodne fotele. Dla jednych norma, dla większości nieosiągalny luksus. Pierwotny plan zakładał dobicie ostatniego tomu Archiwum Burzowego Światła, przeplatane którymś z moich guilty- pleasure seriali, ale w głowie mam tyle przemyśleń na temat podróżowania, że postanowiłam zacząć o tym pisać. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy.

Kanchanaburi

Krótko o podróżach.

Podróżowania nikt mnie nie uczył, uczyłam się za to na swoich błędach i płaciłam w różnej walucie- czasami zmarnowanym dniem transferowym, innym razem dyskomfortem, żywą gotówką i bolącym z nerwów brzuchem. Kocham odkrywać nowe miejsca i lubię robić to na swoich własnych warunkach. Próbowałam różnych opcji – przeszłam przez all inclusive, wycieczki grupowe, podróże z liderem. Zawsze wychodzi to samo: irytuje mnie narzucony plan, sztywne godziny wszystkiego i powierzchowne lizanie tematu – skupianiu się na atrakcjach, które mnie kompletnie nie grzeją, a w wielu przypadkach są to klasyczne pułapki turystyczne, często średnio etyczne i mocno odstrzelone od tego, co naprawdę warto zobaczyć. Od lat jeżdżę więc wraz ze swoją rodziną w sposób, który najbardziej nam odpowiada: z plecakiem, mocnym researcherem i przestrzenią na to, aby zobaczyć to co chcemy, w tempie, które nam jako rodzinie najbardziej odpowiada.

Koh Libong

Azja i nie tylko.

Po europejskich standardach – które kochamy – przyszedł czas na Azję i tu naprawdę pomimo tego, że nie wiedzieliśmy absolutnie czego się spodziewać – zakochaliśmy się od pierwszego postawienia stopy na Tajlandzkiej ziemi – bo na pierwszy ogień Tajlandia wydawała nam się najbezpieczniejszym kierunkiem ( jechaliśmy z dwójką małych dzieci)

Tajlandia, która dla jednych się skończyła a nas cieszy cały czas równie mocno.

Po pierwszym, bardzo szarpanym razie – gdzie próbowaliśmy upchnąć w 3 tygodnie absolutnie wszystko, przyszła refleksja, że nie – tak się nie da – do domu przylecieliśmy wykończeni z poczuciem dużego niedosytu i mocnym przekonaniem, że następnym razem zrobimy to inaczej. Po 2 latach wróciliśmy więc z bardziej optymalnym planem, z przestrzenią na zwiedzanie i odpoczynek. Po pięciu razach w Taj mam wrażenie, że w końcu znaleźliśmy równowagę i uważność, której brakowało nam na początku. Balans zarówno w planowaniu wyjazdu jak i ogarnięciu budżetu tak, aby nie przesadzić w żadną stronę – i tym będę chciała się z wami podzielić. Jak podróżować i nie zwariować ( i nie wydać milionów na bezsensowne rzeczy.)

Wat Pha Lat

Joga i podróże

Aby było ciekawiej, w międzyczasie ukończyłam kurs nauczycielski jogi integralnej i zaczęłam uczyć. Czy joga i podróże mają jakiś wspólny mianownik – w mojej głowie zdecydowanie tak, inne rzeczy dostrzegam, inaczej planuje swój wolny czas, bardziej świadomie reaguje na różne rzeczy i wszędzie zabieram swoją matę – ekstrawagancja, która znosi całą moją rodzina.

Koch Chang

Czego możecie się spodziewać po tym blogu?

Ale do brzegu – czego możecie oczekiwać po tym blogu?

Praktycznych wskazówek co warto zobaczyć, co zdecydowanie trzeba odpuścić i jak się do tego zabrać – bez kolorowania i słodzenia pod instagram.

Konkretne informacje związane z każdym odwiedzanym przez nas regionem – bez przynudzania z podsumowaniem : jak ugryźć daną podróż, jak ogarnąć budżet, na co uważać i co załatwić przed, a co na miejscu.

Atrakcje, które warto zafundować sobie oraz swoim dzieciom – tym młodszym ale i tym w wieku nastoletnim – przeszliśmy przez całe spektrum, mamy niesamowite miejscówki zarówno dla małych jak i większych.

I na koniec – nasze osobiste polecajki i zniechęcajki – nie wszystko co pokazują w internecie jest warte tego aby tracić na to czas – a my przetestowaliśmy to wszystko na swojej i swoich dzieci skórze. Wiemy, gdzie znajdziecie najlepszą kawę, wiemy gdzie zjeść dobrze i tanio i w jakiej dzielnicy najlepiej się zatrzymać i nie, nie będą to efemeryczne posty w stylu : tylko jeżdżąc na skuterze poznacie prawdziwą Azję i koniecznie spróbujcie tosty w 7/11.

King Kong Zipline

Zapraszam do lektury

Etruska.