
Cześć, siedzę właśnie w pociągu z Dżakarty do Yogyakarty, 7 h w bardzo komfortowych warunkach, klimatyzacja, gniazdka, wygodne fotele. Dla jednych norma, dla większości nieosiągalny luksus. Pierwotny plan zakładał dobicie ostatniego tomu Archiwum Burzowego Światła, przeplatane którymś z moich guilty- pleasure seriali, ale w głowie mam tyle przemyśleń na temat podróżowania, że postanowiłam zacząć o tym pisać. Co z tego wyjdzie? Zobaczymy.

Krótko o podróżach.
Podróżowania nikt mnie nie uczył, uczyłam się za to na swoich błędach i płaciłam w różnej walucie- czasami zmarnowanym dniem transferowym, innym razem dyskomfortem, żywą gotówką i bolącym z nerwów brzuchem. Kocham odkrywać nowe miejsca i lubię robić to na swoich własnych warunkach. Próbowałam różnych opcji – przeszłam przez all inclusive, wycieczki grupowe, podróże z liderem. Zawsze wychodzi to samo: irytuje mnie narzucony plan, sztywne godziny wszystkiego i powierzchowne lizanie tematu – skupianiu się na atrakcjach, które mnie kompletnie nie grzeją, a w wielu przypadkach są to klasyczne pułapki turystyczne, często średnio etyczne i mocno odstrzelone od tego, co naprawdę warto zobaczyć. Od lat jeżdżę więc wraz ze swoją rodziną w sposób, który najbardziej nam odpowiada: z plecakiem, mocnym researcherem i przestrzenią na to, aby zobaczyć to co chcemy, w tempie, które nam jako rodzinie najbardziej odpowiada.

Azja i nie tylko.
Po europejskich standardach – które kochamy – przyszedł czas na Azję i tu naprawdę pomimo tego, że nie wiedzieliśmy absolutnie czego się spodziewać – zakochaliśmy się od pierwszego postawienia stopy na Tajlandzkiej ziemi – bo na pierwszy ogień Tajlandia wydawała nam się najbezpieczniejszym kierunkiem ( jechaliśmy z dwójką małych dzieci)
Tajlandia, która dla jednych się skończyła a nas cieszy cały czas równie mocno.
Po pierwszym, bardzo szarpanym razie – gdzie próbowaliśmy upchnąć w 3 tygodnie absolutnie wszystko, przyszła refleksja, że nie – tak się nie da – do domu przylecieliśmy wykończeni z poczuciem dużego niedosytu i mocnym przekonaniem, że następnym razem zrobimy to inaczej. Po 2 latach wróciliśmy więc z bardziej optymalnym planem, z przestrzenią na zwiedzanie i odpoczynek. Po pięciu razach w Taj mam wrażenie, że w końcu znaleźliśmy równowagę i uważność, której brakowało nam na początku. Balans zarówno w planowaniu wyjazdu jak i ogarnięciu budżetu tak, aby nie przesadzić w żadną stronę – i tym będę chciała się z wami podzielić. Jak podróżować i nie zwariować ( i nie wydać milionów na bezsensowne rzeczy.)

Wat Pha Lat
Joga i podróże
Aby było ciekawiej, w międzyczasie ukończyłam kurs nauczycielski jogi integralnej i zaczęłam uczyć. Czy joga i podróże mają jakiś wspólny mianownik – w mojej głowie zdecydowanie tak, inne rzeczy dostrzegam, inaczej planuje swój wolny czas, bardziej świadomie reaguje na różne rzeczy i wszędzie zabieram swoją matę – ekstrawagancja, która znosi całą moją rodzina.

Czego możecie się spodziewać po tym blogu?
Ale do brzegu – czego możecie oczekiwać po tym blogu?
Praktycznych wskazówek co warto zobaczyć, co zdecydowanie trzeba odpuścić i jak się do tego zabrać – bez kolorowania i słodzenia pod instagram.
Konkretne informacje związane z każdym odwiedzanym przez nas regionem – bez przynudzania z podsumowaniem : jak ugryźć daną podróż, jak ogarnąć budżet, na co uważać i co załatwić przed, a co na miejscu.
Atrakcje, które warto zafundować sobie oraz swoim dzieciom – tym młodszym ale i tym w wieku nastoletnim – przeszliśmy przez całe spektrum, mamy niesamowite miejscówki zarówno dla małych jak i większych.
I na koniec – nasze osobiste polecajki i zniechęcajki – nie wszystko co pokazują w internecie jest warte tego aby tracić na to czas – a my przetestowaliśmy to wszystko na swojej i swoich dzieci skórze. Wiemy, gdzie znajdziecie najlepszą kawę, wiemy gdzie zjeść dobrze i tanio i w jakiej dzielnicy najlepiej się zatrzymać i nie, nie będą to efemeryczne posty w stylu : tylko jeżdżąc na skuterze poznacie prawdziwą Azję i koniecznie spróbujcie tosty w 7/11.

Zapraszam do lektury
Etruska.