
Planując swój pierwszy wyjazd do Tajlandii gdzieś z tyłu głowy mieliśmy to mgliste przekonanie, że pewnie nie będzie to nasz ostatni raz a mimo to nasz plan i tak napakowany był atrakcjami jakby jutra miało nie być. Chciałam zobaczyć i spróbować absolutnie wszystkiego.
Wróciliśmy zachwyceni ale i wykończeni. Na jedną lokalizację ( a było ich naprawdę sporo) mieliśmy średnio 3 dni i naprawdę srogo nie doceniliśmy ceny i długości transportu. Widzieliśmy dużo, przeżyliśmy niesamowitą przygodę – ale obiecaliśmy sobie, że następnym razem zrobimy to lepiej.

Najważniejsze pytanie to kiedy?
I tutaj od razu zaczynamy z wysokiego C – ponieważ Tajlandia jest tak wielka, że nie ma na to jednoznacznej odpowiedzi. Najbezpieczniejszym terminem jest okres od grudnia do marca i tutaj w sumie wszędzie znajdziecie wspaniałą pogodę. Jest to jednak sezon wysoki, więc i ceny wszystkiego do niskich nie należą.
Pora deszczowa przypada tu zazwyczaj od czerwca do października z wyjątkami południa Zatoki Tajskiej i wysp Koh Samui, Koh Phangan i Koh Tao – tam najlepiej polecieć właśnie w okresie czerwiec – sierpień.
Czy pora deszczowa jest tak straszna, jak o niej piszą? Niekoniecznie. W tym roku spędziliśmy na północy Tajlandii trzy tygodnie na przełomie czerwca i lipca i padało 3 razy w przedziale 15min – 2 h. Deszcze były szybkie, konkretne i zazwyczaj w okolicy późnego popołudnia. Jeżeli nie macie super sprecyzowanych planów – to pora deszczowa może być naprawdę dobrą alternatywą dla zatłoczonej i często srogo zawyżonej cenowo pory suchej.
Dla porównania 2,5 tygodnia w Chiang Mai w czerwcu kosztowało nas (2 + 2) 2500 zł. 2 pokoje, 2 baseny, śniadania w cenie świetna lokalizacja. Za 6 dni w Chiang Mai w styczniu w takim samym standardzie zapłaciliśmy 3200 zł.

I płynnie przechodzimy dalej do: gdzie?
I tutaj nie będę oryginalna: Bangkok jest zawsze dobrym pomysłem i wspaniałą bazą wypadową. Czy zamarzą wam się wyspy, czy przepiękne Chiang Mai czy często pomijana przez turystów środkowa część Tajlandii – z Bangkoku dostaniecie się wszędzie.
Samo miasto ma naprawdę sporo do zaoferowania. Niesamowite świątynie, przepyszne restauracje, zielone parki, ogromne centra handlowe i niezliczona ilość restauracji – od tych naprawdę wykwintnych do tych codziennych, w których uwielbiamy się stołować. Nie sposób nie wspomnieć o night marketach i moim ukochanym China Town.
Uważam, że na pierwszy raz warto przeznaczyć na Bangkok co najmniej 2 pełne dni – aby móc gładko wejść w całkiem odmienny świat, w którym spędzicie następnych kilka tygodni.
Z Bangkokiem miałam bardzo złożoną relacje: od bardzo silnie nakierowanej niechęci po zachwyt i tęsknotę.
Na początku przytłaczało mnie wszystko: zapach, ruch uliczny, hałas. Z czasem nauczyłam się lubić Bangkok i doceniać to co ma do zaoferowania. Nauczyłam się też, że bardzo często atrakcje, które „trzeba odhaczyć” są wielkim rozczarowaniem a te, które spotykasz przypadkiem – zostają wam w pamięci na zawsze.
I tak na przykład: na pierwszy raz w Bangkoku ominęłabym Grand Palace a zamiast tego wybrała się do Wat Arun lub Wat Traimit – dużo mnie ludzi i piękniejsze widoki,
Zarezerwowałabym sobie również jeden dzień na kontrolowane zgubienie się w mieście, które zakończyłabym kolacją w China Town, pomijając okropnie turystyczną Khaosan Road.

Co dalej?
I tutaj ogranicza was już tylko wasza wyobraźnia i głębokość portfela. W samym mieście znajdują się 2 lotniska z których dostaniecie się i na północ i na południe kraju. Loty zazwyczaj trwają ok. 1-2 h. Są relatywnie tanie i wygodne. Uważajcie jednak na rozmiar i wagę swojego bagażu – przy lotach wewnętrznych w Azji są one zdecydowanie mniejsze i zazwyczaj to 10-15 kg zamiast standardowych 25 kg. Z doświadczenia mogę również powiedzieć, że nie przywiązywałabym się również do przesadnej punktualności odlotów. Czasami odlecicie 10 minut przed czasem a czasami trzeba będzie poczekać 4 h. Wszystko zmienia się bardzo dynamicznie ( łącznie z bramkami odlotów) i po prostu musicie być czujni. Bardziej ostrożnie trzeba planować przesiadki.
Dla tych co lubią przeżyć coś innego polecam nocne pociągi. Korzystamy z nich bardzo często. Są tanie, czyste i można poznać naprawdę ciekawych ludzi. Ja osobiście uwielbiam jazdę pociągami i wysypiam się w nich jak dziecko. Dojedziecie nimi i do Chiang Mai ( cena to ok. 110 -120 zł , klimatyzacja, kuszetka, jesteście na miejscu ok. 7.00 rano) i do Trangu ( cena ok. 60-80zl, te same warunki) skąd dostaniecie się na każdą wyspę na morzu Adamańskim. Niezaprzeczalną zaletą tej formy podróżowania jest to, że przeważnie odjeżdżają o czasie, zaoszczędzacie jeden nocleg w hotelu i nie marnujecie dnia na logistykę, gdyż wszystko załatwiacie nocą. Idealna opcja dla tych co nie lubią wydawać dużo i szkoda im spędzać części dnia na czekaniu na lotnisku.

Island hopping – jak zacząć?
I tutaj znowu enigmatycznie zamieszam i powiem : to zależy.
Od tego jaki macie czas i czy oprócz wysp planujecie zobaczyć jeszcze coś innego. Najważniejsze jest to, abyście nie upychali tu wszystkich pobliskich wysp i nie starali się zobaczyć wszystkiego – powtarzam się, ale naprawdę czasami warto jest zostać na jednej z wysp dłużej aby móc zwyczajnie ją poczuć.
Standardowo przy 3 pewnych tygodniach rozpisałabym plan następująco :
Bangkok 2 dni
Chiang Mai + Chiang Rai 5-7 dni ( Chiang Rai jest tu opcjonalne, ale nas urzekło )
Krabi 2 dni – warto zobaczyć bardziej turystyczną wersję Tajlandii + dobra baza na podróż na pozostałe wyspy.
Koh Lanta + Koh Libong 8 dni ( lub inne wyspy, sąsiadujące ze sobą, aby uniknąć długich transferów)
Bangkok 1 dzień – odlot.
W takim układzie macie wszystko: piekne miasta ( Bangkok, Chiang Mai), przygoda : dżungla, wodospady, sanktuaria słoni, rafting na bambusie ( Chiang Mai, Chiang Rai) , rajskie wyspy i trochę bardziej turystyczne Krabi ( też warto zobaczyć)
Przy 2 tygodniach odpuściłabym Chiang Mai na rzecz Krabi i np. Khao Sok i nocy na jeziorze Cheow Lan + 2 nocy w domkach bambusowych w dżungli i ruszyłabym na wybrane wyspy.
Jeżeli interesują was tylko wyspy to najprościej będzie z Bangkoku wybrać się na wyspy Zatoki Tajskiej : największe Koh Chang i bardziej kameralne Koh Kood i Koh Mak. Transfery zajmują ok 5-6 h i bezpośrednio z lotniska w Bangkoku ruszacie samochodem na prom. Bardzo wygodne połączenie.

Jakie wyspy wybrać?
Jeżeli lubicie piękne ale turystyczne wyspy, pełne atrakcji, turystów i barów to sztampowo wybrałabym Phuket, Koh Samui i Krabi.
Ja unikam takich miejsc jak ognia więc ciężko mi cokolwiek więcej napisać. Sama wybieram spokojniejsze miejsca, takie jak:
Koh Lanta – najbardziej rodzinna ze wszystkich wysp na których byliśmy. Duża, z dobrze rozwiniętą infrastrukturą, ładne plaże, ładne trekkingi, wspaniała kuchnia i marakuja soda na każdym rogu.

Koh Libong- nasz absolutny faworyt. Spokojna wyspa zachodzącego słońca z niesamowitymi plażami. Wioska rybacka i całą masa ukrytych plaż. Niesamowite lokalne jedzenie, przepiękne trasy rowerowe, kajaki i sporo pomniejszych wysp do odwiedzenia. Naprawdę warto – ale dojazd jest dość długi.

Koh Ngai – niewielka przepiękna wyspa, typowo do odpoczynku. Piękne długie plaże, idealne do snorkelingu i pływania. Jedyny minus to brak lokalnych restauracji więc ceny hotelowe, które są zwyczajnie wysokie. Całą wyspę można objeść w około godzinę.

Koh Chang – duża, górzysta wyspa ze wspaniałą infrastrukturą, lekko hippisowski vibe, rewelacyjne plaże, wodospady, lasy mangrowe. Dużo restauracji w każdym wariancie smakowym. Jedyne na co trzeba uważać to warunki na drogach – jeżeli planujecie wynająć skuter i jest to wasz pierwszy raz – odradzam mocno. Drogi są górzyste, kręte i łatwo o wypadek.

Koh Kood – bliska sąsiadka Koh Chang. Spektakularne plaże. Rewelacyjne jedzenie i sporo miejsc do zwiedzania. Spędziliśmy tu tylko 3 dni i szczerze żałuję – na pewno wrócimy.

Koh Mak – najmniejsza z wysp Zatoki Tajlandzkiej z uroczym nocnym targiem i niesamowitymi naleśnikami kokosowymi. Niesamowicie urokliwe miejsce z pysznym jedzeniem i kultowym pomostem ( którego zdjęcie możecie zobaczyć na lotnisku w Bangkoku).

Krabi – to co prawda nie wyspa ale to taki nasz przedskoczek wyspiarski, gdzie czujecie już ten klimat ale cały czas macie dostęp do stałego lądu. Krabi jest głośna i jest tam dużo ludzi, ale mają niesamowity nocny market – jeden z moich ulubionych, piękne plaże i całe listy wycieczek na pobliskie wyspy na które można się wybrać. Myślę że Krabi jest mniejsza i spokojniejsza od Phuket i to właśnie tutaj można liznąć tą imprezową część Tajlandii- warto.

Mam nadzieję, że ten wpis trochę rozjaśnił wam to, na czym skupić się planując podróż do Tajlandii. Cały czas trzymam się rękoma i nogami tezy, że Tajlandia jest idealnym miejscem na pierwszą wyprawę do Azji. Jest bezpieczna, różnorodna daje komfort turystyczny a jednocześnie dalej jest to prawdziwa Azja. W następnych wpisach skupię się na konkretnych planach wraz z dokładną listą tego, co robić a czego nie robić w danym miejscu.
Tymczasem, życzę wam miłego wieczoru.
Eteuska.